Neuro Design Forum to konferencja o neuroarchitekturze, czyli o tym, jak wiedza o mózgu i psychologii wpływa na projektowanie przestrzeni. Dla mnie temat prawie zupełnie nowy. Bo ja na co dzień pracuję z neuroeventami, wiem sporo o heurystykach, neuroróżnorodności, psychologii społecznej i samym mózgu, ale o architekturze to szczerze niewiele. Dlatego chłonęłam dosłownie każde słowo. Dawno nie byłam na wydarzeniu, które tak mocno mnie intrygowało merytorycznie.
Będąc maksymalnie sfokusowana, na tym, aby wynieść z konferencji jak najwięcej wiedzy, zaczęłam również uważnie obserwować siebie jako odbiorcę poszczególnych form wystąpień, czy prezentowanych przez prelegentów materiałów.
W którym momencie jestem skupiona?
W którym odpływam?
Dlaczego przy jednych wystąpieniach siedzę niemal nieruchomo, a przy innych łapię się na tym, że sprawdzam telefon, mimo że temat mnie interesuje?
Slajd pełen danych, sabotażysta uwagi → wszyscy wyciągają telefony
Jednym z najmocniejszych wniosków z mojej obserwacji była rola slajdów. W teorii mają wspierać przekaz. W praktyce często go sabotują, szczególnie w dobie smartfonów.
Wchodzi prelegent. Mówi ciekawe rzeczy. Na slajdach ma konkretne dane jak melatopiki, parametry odbić akustycznych czy badania naukowe. A co robią uczestnicy? Wyciągają telefony i robią zdjęcia slajdów. I w sumie logiczne, nie? Zdjęcie, mam to, mogę doczytać później. Ale efekt jest taki, że uwaga ucieka od prelegenta. Bo po co słuchać kogoś, kto powtarza to, co już mam na zdjęciu? Automatycznie włącza się tryb no dobra, idźmy dalej.
Samo hasło na slajdzie → uwaga wraca, ale głowa paruje
Drugi typ prelegentów to tacy, którzy mają minimalistyczne slajdy, same hasła, a całą resztę opowiadają. Ludzie i tak robią zdjęcia (podejrzewam, że bardziej pod social media niż z potrzeby nauki), ale skupienie jest zdecydowanie większe. Mam poczucie, że znacznie więcej zapamiętałam z tego typu wystąpień, bo musiałam się mocniej skoncentrować na przekazie. Efekt uboczny? Byłam dużo bardziej zmęczona po takiej prelekcji.
O ile mogłoby się wydawać, że to jest klucz do sukcesu, o tyle zależy to już od umiejętności prelegenta. W jaki sposób mówi, czy utrzymuje rytm i dynamikę, czy wykorzystuje storytelling, czy ciągle mówi „yyyy” albo notorycznie powtarza jedno słowo jak „prawda”, „jakby”, to naprawdę potrafi tak sfokusować uwagę, że treść idzie na drugi plan.
Storytelling, dystans i luka informacyjna
Była jedna prelegentka, przy której „prawie” nikt nie robił zdjęć. Poza tym, że jej energia, kontrolowany ADHD’owy chaos, komunikacja z uczestnikami, jakby opowiadała super ciekawe rzeczy swoim znajomym i ogromna pasja sprawiały, że jej slajdy były punktem wyjścia, a nie podsumowaniem. Opowiadała o wnioskach z badań, jakby to były niezwykłe przygody podróżnicze. Sama złapałam się na tym, że tak bardzo chciałam chłonąć każdą opowieść, że szkoda mi było tracić uwagę na wyciągnięcie telefonu. Bo każda sekunda, celowania telefonem w ekran byłaby kawałkiem historii, której nie usłyszę, zarejestruję lub zapamiętam. To jest właśnie ta różnica między prelekcją, która informuje, a prelekcją, która wciąga.
Panel dyskusyjny, czyli chaos goni chaos
Panel zaczął się naprawdę dobrze. Moderatorka weszła na stojąco, zwróciła się do sali, zadała pytanie z podniesioną ręką dotyczący dyskomfortu w przestrzeni publicznej? Publika była natychmiast zaangażowana. Pomyślałam, że dobrze się zaczyna i poczułam pomimo całodniowego zmęczenia, że mózg się zainteresował.
I potem wszystko się posypało. Zabrakło struktury, pytań na ekranie, osi tematycznej, czegokolwiek, co trzymałoby rozmowę w ryzach. Bez tego panel zamienił się w luźną wymianę zdań, z której trudno było wyciągnąć cokolwiek konkretnego. A szkoda, bo temat był naprawdę dobry.
Pomimo że panel dyskusyjny wydaje się atrakcyjną formą, jest najtrudniejszą dla naszego mózgu, a jego moderowanie wymaga nie lada umiejętności, jeśli nie chcemy zabić uczestników często panującym chaosem i brakiem konkretnych wniosków.
Treść to za mało. Liczy się to, czy mózg ma szansę ją poukładać.
Wychodzę z Neuro Design Forum z głową pełną wiedzy o świetle, akustyce i przestrzeni. Z ogromną wdzięcznością do organizatorów, bo to było świetne merytoryczne spotkanie, ale nie ukrywam, że byłam na nie napalona jak mysz na ser, więc chłonęłam mimo zmęczenia poznawczego.
Wychodzę też z jednym bardzo konkretnym wnioskiem eventowym. To, czy ktoś przyswoi to, co mówisz, nie zależy tylko od jakości treści. Zależy od tego, czy jego mózg w ogóle ma szansę tę treść przetworzyć. Pamięć robocza ma ograniczoną pojemność, jeśli ją przeciążysz slajdami, danymi i bodźcami naraz, nie dzieje się żadna dramatyczna awaria. Po prostu spada zrozumienie, spada zapamiętywanie, rośnie zmęczenie. Cicho i niepostrzeżenie.
Luka informacyjna, rytm, storytelling, pauza to nie są ozdobniki dobrego wystąpienia. To narzędzia, które decydują o tym, czy wiedza, którą przekazujesz, w ogóle dotrze do drugiej osoby i w niej zostanie. To również obowiązek współczesnego organizatora, aby pochylić się nie tylko nad logistyką całego wydarzenia, ale również nad analizą multi sensoryczną i multi informacyjną.
Taka myśl na koniec… Kiedyś słuchaliśmy prelegentów. Dziś fotografujemy ich slajdy… 🙂
